Niezwykłe zwycięstwo w walce z mutyzmem

Wywiad z Agnieszką z Warszawy - matką 7-letniej córki, u której zdiagnozowano mutyzm selektywny. Dowiedz się jakie zwycięstwo przynosi wytwałość. Poznaj historię tchnącą nadzieją i zachęcającą do ważkich przemyśleń.


Monika Andrzejewska:  Jak długo twoje dziecko borykało się z mutyzmem?  

'"Dziś, z perspektywy czasu powiem tak: mieliśmy szczęście, żyliśmy z mutyzmem zaledwie cztery lata. Tak, bo walkę z mutyzmem liczy się w latach, nie w miesiącach czy tygodniach.
  Nasza córka zawsze była dzieckiem bojaźliwym i introwertycznym, dlatego trudno mi powiedzieć, kiedy tak naprawdę uzewnętrznił sie mutyzm. Momentem przełomowym było pójście do przedszkola w wieku trzech lat. Wtedy Ewa przestała mówić. Przez pierwsze cztery, pięć miesięcy w przedszkolu nie odezwała się słowem i porozumiewała się tylko gestami i skinieniami głowy. Po tym okresie zaczęła mówić wyłącznie szeptem. To był prawdziwy szok. Spodziewaliśmy się raczej, że z powodu rozłąki z nami będzie płakać. Tymczasem nie uroniła ani jednej łzy, tylko zaniemówiła."  

Monika Andrzejewska: Jak czułaś się gdy odkryłaś, że problem twojego dziecko to nie zwykła nieśmiałość?  

"Na początku wydawało się nam, że Ewcia znalazłszy się w nowym nieznanym otoczeniu nie ma po prostu śmiałości się odezwać, że potrzebuje czasu, żeby się rozkręcić i wpaść w przedszkolne tryby. Ale to wciąż nie następowało. Nauczycielki w przedszkolu uspokajały nas, że córka wyrośnie z tego, że kiedyś się w końcu ośmieli. Przytaczały przykłady podobnie zachowujących się dzieci z poprzednich lat. Przez dwa lata błądziliśmy po omacku, bez wsparcia. Zrobiliśmy masę błędów wychowawczych próbując nakłonić nasze dziecko by się odezwało w przedszkolu, bo w domu była zawsze rozgadaną wesołą dziewczynką. Byliśmy sfrustrowani i zdesperowani.
Mniej więcej po dwóch latach szamotania się olśniło nas. Zrozumieliśmy, że niemówienie Ewy nie ma nic wspólnego z nieśmiałością, a ma podłoże lękowe. Przekonały nas o tym nasze obserwacje Ewy w relacjach z innymi dziećmi i jej aktywność w przedszkolu. Zawsze chętnie zgłaszała się do zadań, nawet podnosiła rękę do odpowiedzi ustnych, ale wywołana nigdy nie była w stanie wydobyć siebie głosu. Nie unikała kontaktów z rówieśnikami, lubiła być w centrum uwagi, ale choć bardzo tego pragnęła, nie umiała powiedzieć nic głośno przy wszystkich.
Kiedy na to wpadliśmy z jednej strony poczuliśmy ulgę. Wiedzieliśmy już, że nakłanianie jej do mówienia nie ma sensu i każda obietnica nagrody za głośno wypowiedziane słowo jej nie zmotywuje. Ta świadomość dała nam narzędzie do walki z tymi, którzy twierdzili, że milczenie jest formą manipulacji i że nasze dziecko nie boi się, tylko jest krnąbrne i uparte.
  Z drugiej strony świadomość tego przytłoczyła nas. Zaczęliśmy myśleć, że gdzieś popełniliśmy błąd jako rodzice. Zaczęłam się obwiniać, że nie dość czasu poświęciłam na uspołecznianie córki. Wyrzucałam sobie, że przyczyną jej zachowania jest słaba więź jaką z nią miałam, podczas gdy tak naprawdę to jej fobia wpłynęła na osłabienie więzi pomiędzy nami."  

Monika Andrzejewska:  Jakie etapy przechodziłaś jako matka znajdująca się w takiej sytuacji?   

"Kiedy już wpadliśmy na ten trop, że Ewcia ma rodzaj fobii, zaczęliśmy szukać pomocy specjalistycznej. Zwróciliśmy się o pomoc do psychologa współpracującego z przedszkolem, konsultowaliśmy się prywatnie z innymi specjalistami, ale wszyscy rozkładali ręce i kazali czekać. Zbliżała się perspektywa zerówki i zaczęto nas straszyć problemami w szkole, ale wciąż nikt nie umiał nam pomóc. Czułam się fatalnie, jakbym zawiodła. Wciąż sie obwiniałam. Ale rozmawiając z psychologami zrozumiałam w końcu, że największy problem z niemówieniem córki mam ja sama. Czułam się za to odpowiedzialna i miałam żal do niej, że mimo moich wysiłków w jakiś sposób mnie zawiodła. Porozmawiałam wtedy ze sobą uczciwie, rozgrzeszyłam się i kamień spadł mi z serca. Pojęłam w końcu, że to nie moja wina, że Ewa się boi. Była chcianym i kochanym dzieckiem, nigdy jej nie zaniedbywaliśmy. Była zamknięta w sobie, trudno było do niej dotrzeć, już jako niemowlę nie przepadała za przytulaniem, ale nie było w tym naszej winy. Po prostu była TAKA. I TAKĄ ją kochaliśmy. Przestaliśmy się obwiniać, zaakceptowaliśmy ją w pełni. W końcu nie każdy musi brylować na salonach. Postanowiliśmy skupić się na rozwijaniu jej talentów i pasji, a przestać się frustrować lękami. Ewa poszła do klasy 0, gdzie nie mówiąc radziła sobie bardzo dobrze. Wspieraliśmy ją, wzmacnialiśmy jej poczucie wartości, aż kiedyś powiedziała coś, co znów zmieniło nasze podejście. Powiedziała nam, że źle jej z tym, że nie mówi, bardzo chciałaby się odezwać, ale boi się, że skupi na sobie uwagę wszystkich.
W tym samym czasie któraś z moich koleżanek zaznajomiona z naszą sytuacja podrzuciła mi termin: mutyzm. Poszperałam w poszukiwaniu informacji na ten temat i udaliśmy się do szkolnego psychologa z naszą własną diagnozą. Tak się szczęśliwie złożyło, że trafiliśmy na doskonałą specjalistkę, która zetknęła się już z tą fobią i dała nam informacje co należy robić. Między innymi podjęliśmy decyzję o posłaniu naszej córki do szkoły z oddziałami integracyjnymi.
Dziś mogę powiedzieć, że nasze dziecko zwyciężyło swoje lęki. Po zmianie szkoły zaczęło mówić!"  

Monika Andrzejewska:  Co zadecydowało o zwycięstwie twego dziecka?  

"No właśnie. Wciąż nie mogę uwierzyć w sukces Ewy i wciąż zastanawiam się, z czym związana jest ta nagła zmiana. Mówię nagła, ale tak naprawdę to był proces, tylko fakt, że w końcu zaczęła mówić był spektakularny. O zwycięstwie Ewy zadecydowało parę czynników. Po pierwsze z pewnością była to zmiana szkoły. Trafiliśmy na doskonałych, przyjaznych pedagogów, którzy nie traktują nas jak rozhisteryzowanych rodziców, tylko jako źródło informacji i partnerów do rozmowy o naszej córce. W tej szkole nikt nie nagradza cukierkami naszego dziecka za to, że siedzi cicho, tylko zachęca je i nagradza pochwałami za odwagę. Po drugie Ewcia trafiła do zupełnie nowego środowiska, nie ma w klasie kolegów z przedszkola, którzy przykleili jej łatkę: ta, która nie mówi. A po trzecie na pewno znaczenie miała nasza zmian podejścia. W momencie, którym przestaliśmy się obwiniać i odczuwać zawód w stosunku do córki, zrzuciliśmy ciężar, który nas przytłaczał i naprawdę zaczęliśmy wspierać swoje dziecko nie oczekując nic w zamian."  

Monika Andrzejewska : Czego życzyłabyś rodzicom dzieci podejrzanych o mutyzm wybiórczy?   

"Przede wszystkim nie traćcie wiary. Z lękami można się uporać, tylko potrzeba na to czasu i cierpliwości. Cierpliwości, której w tych szalonych czasach i gonitwie mamy coraz mniej. Jako rodzice jesteśmy pod presją. Chcąc być doskonałymi często nie zostawiamy sobie marginesu na błędy. Nawet jeśli czasem robimy coś źle, zdarza nam się nie być konsekwentnymi, to nie mamy wpływu na to, że nasze dzieci czegoś się boją. Możemy tylko pomóc im oswajać te lęki. Towarzyszmy dzieciom, wspierajmy je, po prostu.
  Życzę wszytki dzieciom z mutyzmem i ich rodzicom tej pierwszej piątki z ustnej wypowiedzi, która wywołała u nas łzy wzruszenia. I przekrzykiwania się z kolegami na korytarzu szkoły podczas przerwy, i maleńkiej roli w szkolnym przedstawieniu."  

Monika Andrzejewska : Jaką rolę w całym procesie odegrało twoje uczestnictwo w grupie wsparcia?  

"Przy tak mało znanych dolegliwościach naszych dzieci bardzo ważna jest świadomość, że są też inne dzieci z podobnym problemem. Wymiana doświadczeń z innymi rodzicami jest bardzo ważna i budująca.
 Ale mnie grupa pomogła przede wszystkim wzmocnić w sobie wiarę, że mam wpływ na walkę mojego dziecka z lękami. Że to co robię ma sens, a moja cierpliwość i determinacja przyniosła efekty. Sama nigdy bym w to nie uwierzyła bez wsparcia fantastycznych osób jakie poznałam na tych spotkaniach."  

Monika Andrzejewska: Bardzo dziękuję Ci za podzielenie się przeżyciami i wnikliwe przemyślenia, które będą zapewne inspiracją dla innych rodziców.

Zdjęcie smutnego dziecka