O małym WIELKIM sukcesie w walce z mutyzmem

Historia mamy Oli o drodze do mówienia przez trudy, niepewność do pełnej zaangażowania i optymizmu pracy rodziców, którzy okazali się wspaniałym wsparciem dla swogo dziecka.

"O małym WIELKIM sukcesie w walce z mutyzmem"

"Zanim opowiem, co udało nam się osiągnąć na drodze walki z mutyzmem, chciałabym przekazać wszystkim rodzicom, którzy borykają się z tym zjawiskiem, że zaangażowanie, determinacja, pozytywne, optymistyczne nastawienie, przekonanie o sukcesie i wiara mogą czynić cuda.

Ola jest 6,5 letnią dziewczynką, która od trzech lat chodzi do przedszkola. Gdy miała 3 latka nie dawała nam powodów do niepokoju. Może nie była dzieckiem nader śmiałym, które pierwsze wyciąga rękę, aby się przywitać, ale nie miała też problemów z odpowiadaniem na pytania, gdy ktoś z nieznanych osób zapytał jak się nazywa. Osoby, które przychodziły z wizytą do naszego domu, a które Ola widziała po raz pierwszy, były dla niej ciekawym „materiałem” do zabawy. Można powiedzieć, że stawała się wręcz męcząca i nie dawała za wygraną, gdy gość przebywający w naszym domu, po długotrwałych zabawach próbował je zakończyć. W obcych miejscach natomiast zawsze potrzebowała obecności mojej lub męża, głównie w zabawie z dziećmi.
Z perspektywy czasu patrząc, do 3 lat Ola miała bardzo mało kontaktów z dziećmi, głównie przebywała w środowisku dorosłych.

Myślę, że wiele czynników złożyło się na to, że u Oli pojawiły się trudności w komunikacji werbalnej.
Gdy miała 3,5 roku pojawiła się w jej życiu młodsza siostra. Z jednej strony postrzegałam Olę, jako strażnika wózeczka, w którym woziła młodszą siostrzyczkę i skutecznie broniła dostępu znajomym osobom spotkanym na ulicy, które chciały zobaczyć nowo narodzone dzieciątko. Z drugiej strony myślę, że był to wynik zazdrości, że zainteresowanie przeniosło się z jej osoby na siostrę.
Zachowanie Oli było czasami nieuprzejme w stosunku do innych osób – często potrafiła „odburknąć” tylko, zamiast grzecznie odpowiedzieć.

W wieku 4 lat, po zmianie miejsca zamieszkania Ola poszła do przedszkola. Praktycznie przeprowadzka pokrywała się z pierwszym dniem w przedszkolu. Pierwsze dni nie dawały znaków do obaw. Ola, z perspektywy czasu opowiadała, że pierwsze dni w przedszkolu wzbudzały w niej ciekawość, mówiła „nie bałam się pójść do przedszkola, byłam ciekawa jak tam będzie”.

Krytycznym momentem był mój pobyt z młodszą córeczką w szpitalu. Sytuacja ta powtórzyła się dwukrotnie. Ola została z tatą i z babcią w domu. Odwiedzając nas w szpitalu sygnalizowała, że nie lubi chodzić do przedszkola i że boi się dziewczynki, która wszystkich zaczepia i szczypie. Wówczas mówiliśmy jej, jak może postąpić w takiej sytuacji i zapewnialiśmy, że wszystko będzie dobrze. Panie w przedszkolu sygnalizowały tylko, że Ola mało się odzywa i niechętnie bawi się z dziećmi.

 Szokującym dla mnie był widok speszonej i  „sparaliżowanej” Oli na balu przebierańców w przedszkolu, następnie na Dniu Matki i innych podobnych wydarzeniach z życia przedszkolnego. Mimo, że Ola przygotowywała się pilnie do występów, trema w obecności innych rodziców zżerała ją, na co wskazywała jej postawa. Zgarbione plecy, spuszczona głowa, niemożność wypowiedzenia słowa na forum. Pocieszające było to, że w grupie, wspólnie z innymi dziećmi śpiewała piosenki.

Pierwszego roku miała też ulubioną koleżankę, która była od niej starsza i niezwykle śmiała i otwarta. Nawiązałam kontakt z jej rodzicami, dzięki czemu dziewczynki spotykały się po przedszkolu na bezpiecznym dla Oli gruncie, czyli w naszym domu. Tu bawiły się wręcz doskonale, rozmawiały ze sobą, śmiały się, robiły przedstawienia, urządzały bale. W przedszkolu Ola nie komunikowała się z koleżanką, która mimo to bardzo się o nią troszczyła i opiekowała się nią.
Przez pierwszy rok w przedszkolu Ola mówiła tylko „jestem” gdy Pani sprawdzała obecność. Mimo to polubiła przedszkole  - na zdjęciach zawsze uśmiechnięta i zadowolona, zawsze na pierwszym planie. I tak minął pierwszy rok. Byliśmy przekonani, że to zwykła nieśmiałość i że kolejny rok z pewnością będzie lepszy.

Rzeczywistość okazała się inna. Drugi rok był jeszcze gorszy, pełen zmartwień i obaw.
Ulubionej koleżanki nie było już w grupie. Ola przestała odpowiadać nawet „jestem” w czasie sprawdzania listy obecności. Każdego ranka szła do przedszkola niechętnie. Rozważaliśmy zabranie jej z przedszkola, by przerwać jej-  można powiedzieć - „męki” – tak, tak to nazywaliśmy, bo cóż dla dziecka znaczy 8-godzinny pobyt w miejscu, gdzie dusi w sobie wszystkie swoje emocje, słowa, gesty.

Postanowiliśmy skorzystać z prywatnej pomocy psychologicznej. Aby skonfrontować stanowiska udałam się do 3 psychologów w celu zdiagnozowania przypadku. Dwóch z nich postawiło na mutyzm wybiórczy, jeden ocenił przypadek jako zwykły upór. Wszyscy byli zdania, aby nie przerywać edukacji. W moim odczuciu porady, jakie otrzymałam przynosiły odwrotne efekty. Postanowiłam udać się do psychologa szkolnego – wydawało mi się, że tylko taki psycholog, który jest „na miejscu”, może pomóc dziecku. Mam na myśli to, że to właśnie szkolny psycholog ma największe możliwości, to on może uczestniczyć w zajęciach, dokonać obserwacji, podpowiedzieć jak postępować w takich przypadkach. Ale rzeczywistość jest inna – brutalna – psycholog szkolny ma na dziecko 30 minut tygodniowo – przy dobrych wiatrach. Przez 8 miesięcy Ola miała 5 wizyt u psychologa szkolnego. 

Wyrazem niechęci Oli do przedszkola był fakt pojawienia się tików nerwowych. Były one regularne, częste. Na początku było to machanie główką, następnie pochrząkiwanie, przeciąganie ramion. To było po prostu straszne! Bez zastanowienia zdecydowaliśmy o zabraniu Oli z przedszkola. I teraz wiem, że to była słuszna decyzja. Tiki nieco się uspokoiły – nie były już tak częste.

Postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Nadal jednak nie byliśmy pewni jak postępować, jak reagować, gdy nasze dziecko nie chce odpowiedzieć „dzień dobry”, czy „dziękuję” i w odczuciu innych jest niegrzeczne i źle wychowane. Jak zachować się, gdy spuszcza głowę i chowa się za nogą mamy lub taty. Jednocześnie wiedzieliśmy, że samo „zwolnienie” jej z edukacji przedszkolnej nie jest rozwiązaniem problemu. 

Nasz plan działania obejmował: - zapisanie Oli na takie zajęcia, na których będzie miała kontakt z dziećmi, a jednocześnie wzmocni swoją samoocenę ; - organizowanie regularnych spotykań się z dziećmi (różnymi wiekowo),po to by miała jak najwięcej okazji do obcowania w swoim środowisko, w środowisku dzieci.

Cały urlop, wakacje, weekendy były poświęcone spotkaniom z dziećmi. Zapisaliśmy Olę na kurs pływania w sześcioosobowych grupach, bo bardzo lubi chodzić na basen. Okazało się, że ma doskonałe predyspozycje w tym kierunku, co wzmocniło jej wiarę w siebie.

Zbliżał się kolejny, trzeci rok przedszkola – obowiązkowa zerówka. Byliśmy pewni, że nie nastąpi żadna zmiana, jeśli Ola pójdzie do przedszkola z dziećmi z poprzedniej grupy, ponieważ jest tam w pewnym sensie „zaszufladkowana”, znana z tego, że nie mówi. Często powtarzała, że nie odzywa się dlatego, bo boi się, że wszyscy zaczną pytać, dlaczego do tej pory nie mówiła – bała się ataku i reakcji innych.

Na szczęście był to rok, gdzie tworzono nowe grupy w przedszkolu (5 i 6 latki). Poprosiłam Dyrekcję przedszkola, aby przydzieliła Olę do grupy – w miarę możliwości – nowych dzieci. Ola sama, zapytana czy chce pójść do przedszkola ze „starymi” dziećmi, odpowiedziała z marszu, że woli z nowymi, bo te gdy się odezwie będą myślały, że zawsze mówiła, a „stare” myślą, że tego nie potrafi.

Udało się dostać do grupy „nowych” (jedna tylko dziewczynka z poprzedniej grupy). Zapisaliśmy Olę tylko na 5 godzin obowiązkowych. Po 5 godzinach odbiera ją i opiekuje się nią babcia, na której pomoc zawsze możemy liczyć. Korzystając z okazji chciałabym serdecznie za to podziękować mojej mamie!

Dodatkowo w czasie dni otwartych starałam się nawiązać kontakt z jak największą liczbą nowych rodziców.
Przed rozpoczęciem roku umówiłam się z nową wychowawczynią Oli, którą uprzedziłam o sytuacji.

W czasie wakacji obejrzałyśmy też z Olą nową salę, która tym razem nie znajdowała się w przedszkolu, ale w przyległej do niego szkole.

Wzięłam urlop na rozpoczęcie roku i pierwsze dni. Byłam z Olą na początku zajęć, by nie bała się nowego otoczenia. W trakcie dnia z innymi mamami czekałyśmy na swoje pociechy na korytarzu, więc była możliwość bliższego zapoznania się i zaproszenia już pierwszego dnia do domu. Łącznie gościliśmy siedmioro dzieci (troje z przedszkola z rodzeństwem). W domu rozpoczęła się dobra zabawa. Byłam zadowolona i przekonana, że Oli będzie dzięki temu łatwiej w przedszkolu.

Dodatkowo zapoznaliśmy się z „sąsiadami”, których córeczka chodzi razem z Olą do nowej grupy i zaczęliśmy regularnie się spotykać. Dzieci świetnie bawią się u nas w domu, wprost nie mogą się rozstać przy każdej wizycie; w przedszkolu natomiast nie bawiły się razem – Ola nie miała odwagi zainicjować zabawy, a koleżanka Oli nie należy do takich, które na siłę chcą coś uzyskać.

Jeśli chodzi o mówienie w przedszkolu, to nastąpiła mała zmiana – Ola, zarówno do mnie jak i do babci, która ją odbiera, zaczęła mówić w przedszkolu głośno, a nie szeptem, nawet w obecności pani, swoich koleżanek i kolegów. Myślę, że dużą rolę w tym odegrały nowe dzieci, które okazały się być troskliwe, opiekuńcze. Jedna z dziewczynek, szczególnie „opiekuje” się Olą. Rano zawsze czeka na nią już w szatni, gdzie mam okazję zainicjować krótką rozmowę. Ola odpowiadając do mnie początkowo wzbudzała w koleżance reakcję: „ona mówi, Ola mówi” .Ja odpowiadałam tylko, że wspominałam kiedyś, że jak Ola się rozgada, to nie może przestać. Wierzę, że w ten sposób przykleję jej nową, lepszą łatkę, że utwierdzę ją w tym przekonaniu.

Czułam, że muszę zrobić następny krok, ale nie miałam pojęcia jaki. Za pośrednictwem koleżanki z pracy udałam się do Dyrekcji Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej, która poinformowała mnie o stronie mutyzm.pl. Gdy przeczytałam tę lekturę, poczułam wielką ulgę – w końcu wiedziałam, co robić, jak postępować , jak reagować, jak traktować zachowania Oli i jak się do nich ustosunkować – to tak jak bym dostała lekarstwo na moje problemy!

Wiem już jak reagować na komentarze ludzi, którzy często z powodu braku odpowiedzi Oli na pytania potrafili skwitować: „a co Ty nie masz języka?”, tudzież „a co Ty jesteś niemowa?” Wiem teraz, że atmosfera akceptacji i zrozumienia pomaga mojemu dziecku w którymś momencie się „otworzyć”.

Poczułam, że to ja będę najlepszym psychologiem dla mojego dziecka, bo przecież nikt inny nie zna jej lepiej ode mnie, nikt inny nie zaangażuje się tak jak matka, która pragnie by jej dziecko było szczęśliwe. Stwierdziłam, że moje uczestnictwo w zajęciach w przedszkolu może pomóc Oli, że Ola będzie wiedziała, że ma wsparcie, że poczuje się jak w domu, gdy będzie miała przy sobie mamę.

Postanowiliśmy z mężem wybrać  się na spotkanie Grupy Wsparcia dla rodziców dzieci z mutyzmem wybiórczym, po to by zdobyć więcej informacji, wiedzy, materiałów i narzędzi do pracy, a także po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że nasz plan jest zasadny, dobry. Wróciliśmy ze spotkania z bardzo pozytywnym i optymistycznym nastawieniem, z nadzieją, że uda się przerwać trwające tak długo milczenie, z siłą do działania!

I tak się stało. Nie sądziłam, że progres nastąpi tak szybko. Umówiłam się z Panią w przedszkolu, że  w miarę możliwości będę uczestniczyć w zajęciach, na początek przez dwa dni.

Jestem bardzo wdzięczna wychowawczyni Oli za to, że rozumie naszą sytuację, bardzo nam pomaga i dużo wnosi do rozwiązania jej oraz, że daje mi możliwość wejścia do grupy. Jest to naprawdę wielka pomoc!

Przyniosłam na zajęcia płytę z muzyką, przy której często tańczymy w domu. Zaprosiłam wszystkie dziewczynki do kółeczka (tu nadmienię, że wszystkie koleżanki z grupy są bardzo chętne do współpracy i większość z nich bardzo chce bawić się z Olą). Zaczęłyśmy tańczyć i w tym momencie Ola zaczęła tańczyć tak jak robi to w domu, czyli spontanicznie, luźno, bez skrępowania (w przedszkolu zwykle tańczyła i poruszała się wolno, ze spuszczona głową, tak jak człowiek, który cały czas czuje wzrok innych na swoich plecach), zaczęła pokazywać różne figury, a koleżanki zaczęły ją naśladować.

Następnie bawiłyśmy się w głuchy telefon. Ola początkowo mówiła do mnie, później zrobiłyśmy zmianę miejsc – Ola sama usiadła przy koleżance, która często odwiedza nas w domu. Powiedziała do niej na ucho, po czym każdy chciał by Ola do niego mówiła – zmieniałyśmy miejsca i nie było oporów przed mówieniem!!!

Kolejną zabawą były „masażyki” czerpane z książki „Metoda Ruchu Rozwijającego Weroniki Szerborne”, o której dowiedzieliśmy się na spotkaniu Grupy Wsparcia. Dobraliśmy się w pary – Ola oczywiście nie opuszczała na krok swojej koleżanki – od tej pory wszystko robiły razem. Wychowawczyni zaproponowała zabawy z chustą edukacyjną, co okazało się świetnym pomysłem.

Następnego dnia mój udział w zajęciach nie był już konieczny JGdy przekroczyłyśmy próg sali, wszystkie dziewczynki podbiegły do nas. Ola powiedziała coś swojej koleżance na ucho i poszło jak po maśle. Każda z dziewczynek chciała by Ola coś do niej powiedziała, choćby wymówiła imię każdej z nich, więc Ola zaczęła wymyślać różne pseudonimy. Nie potrzebowała już mojej pomocy.

Przyszłam po 2 godzinach i po raz pierwszy zobaczyłam swoje dziecko, które tak jak inne dzieci bawiło się spontanicznie, bez skrępowania, bez przejmowania się, czy ktoś ją obserwuje. Tego co poczułam nie da się opisać słowami. To było jak sen, jak cudowna bajka, poczułam się jak w raju. Jakby „kamień spadł mi z serca”, poczułam się jak człowiek, który dostaje drugą szansę. Byłam szczęśliwa i dumna z naszej córeczki!

Minęło dwa miesiące. Zaczęliśmy powoli uświadamiać Oli, że jej ulubiona koleżanka nie będzie chodziła z nią do szkoły (jest 0,5 roku młodsza i może zostać w zerówce). Z drugiej strony ulubiona koleżanka zaczęła bawić się  z innymi dziećmi, a nie tylko z Olą. Poczułam, że znów nasza córka potrzebuje wsparcia.

Znów uczestniczyłam w zajęciach – tym razem przez pełne 2 dni.  Ulubionej koleżanki nie było w przedszkolu, co w naszej sytuacji było korzystne, gdyż chciałam położyć nacisk na rozwinięcie kontaktów z innymi dziewczynkami. I znów głuchy telefon, masażyki, a przede wszystkim rozmowy przy stoliku, luźne tematy, tak by wszyscy bez wskazywania palcem mieli okazję odpowiadać – Ola również . Byłam z niej bardzo zadowolona, że mówi na głos, nie wstydzi się.

Drugiego dnia po zajęciach wzięłyśmy jedną z dziewczynek do domu, by rozwinąć znajomość tak jak z „ulubioną koleżanką”, bo przecież od tego wszystko się zaczęło… Wizyta była bardzo owocna, choć jeszcze wiele pracy przed nami – przede wszystkim wiele spotkań, które umożliwią całkowite „otwarcie” i mam nadzieję – wzbudzą nieodpartą chęć kolejnych spotkań. Pocieszające jest to, że dziewczynki z przedszkola chcą do nas przychodzić i niektóre codziennie rano pytają, kiedy będą mogły przyjść do Oli.

Bardzo cieszę się, że wskazano mi stronę mutyzm.pl, dzięki której zapaliło się światełko w tunelu, która wskazała mi drogę działania.

Chciałabym podziękować twórcom przedsięwzięcia za  stworzenie Grupy  Wsparcia i pomaganie rodzicom dzieci z mutyzmen w walce z tym - de facto mało znanym w Polsce - zjawiskiem.

To bardzo ważne, że jest ktoś, kto z zaangażowaniem wnika w głąb problemu i pomaga go rozwiązać.

 Uczestnictwo w spotkaniach jest dla mnie motorem do pracy, dodaje mi skrzydeł i popycha do dalszego działania!

Życzę wszystkim rodzicom dużo cierpliwości w walce z mutyzmem oraz optymizmu i wiary
w powodzenie, które są kluczem do osiągnięcia sukcesu!"

Mama Oli